Prolog


Tylko ptaki
Nie płaczą
Gdy dzieci ich
Wylatują w świat


Tylko ptaki
Nie potrafią płakać
Na widok pustych
Gniazd


Zupełnie jak
Nieliczni z nas




Parodos


Ponoć jest wyspa na morzu
Gdzie sny najskrytsze
Piękniejsze są
Niż pozorna rzeczywistość
Czas odmierza
Rytmem godzin dnia i nocy
Tym którzy potrafią rozdzielić
Złudę od fantazji
A świat pomalowany
Łukiem tęczy
Zaprasza uśmiechem tych
Co go dostrzegają

Jest taki skrawek ziemi
Za horyzontem
Gdzie ślad zostawiony
Na mokrym piasku
Przetrwa
I opowie twoją historię
Przygodnym wędrowcom
Błądzącym w poszukiwaniu pocieszenia

Ale tylko
Niektórzy ludzie
Potrafią mówic o tym
Dziwnym lądzie
Gdzie stale brak
Jest miejsca
Dla ciebie



Epejsodion III

Wykopałem niewielki dół
I ostrożnie kładąc drobne ciało
Na dnie
Poprawiłem pióra tak
Aby były gotowe do lotu
Gdy przyjdzie na to czas


W ciszy usypiającej powoli
Całą okolicę
Starając się go nie zbudzić
Otuliłem ciepłymi ziarnami piasku
Jego sny
Pośród których swobodnie szybował
W tylko sobie znanych przestrzeniach
Gdzieś ponad światem
Co zadziwił się  nad tym
Jak taki mały ptak
Potrafi
Tak wspaniale latać
Nieliczni z nas



Epilog (fragment)

Poranne niebo
Słońce rozcięło łukiem tęczy
Na dwie barwne połowy świata
Na jeszcze jeden szczęsliwy dzień
Wiatr silniejszym podmuchem
Porwał z piasku
Parę piór
Wspomnienie jakiegoś ptaka
I cisnął je wysoko pod chmury
Gdzie tylko rajskie stwory
Mają przywilej przebywania


Brodząc po mokrym błękicie  nieba
Raz po raz obmywanym
Szemrzącymi falami
I zanurzając stopy
W chłodny puch przygodnych chmur
Nie zauważyłem
Jak słońce
Roztopiło złoto falujące drogą
Na leniwie kolyszącej sie wodzie
Aż po sam horyzont


Przymrużyłem oczy
Zerkając ciekawie w dal
Setki blasków wydawały się
Czekać na moje stopy

.....