Kalendarz Szwajcarski


Stary Gieraltów, Poland, 1985


Sopot, Poland, 1987


Wuppertal, Germany, 1988


Hartford, Cunnecticut, 1989


Jersey City, New Jersey, 1991


Long Island, New York, 1995


Tamworth, Ontario, 1995


Tampa, Florida, 1996


Gdańsk, Poland, 1997


New York, New York, 1998


New York, New York, 2000






Dziennik podróżny


Jersey City, New Jersey, 2000


Tamworth Ontario, 2000


NewYork, New York 2001


Cold Spring, NewYork, 2001


Jelenia Góra, Poland, 2001


Lutowiska, Poland, 2001


Jabłonka, Poland, 2002


New York, New York, 2002


Jersey City, New Jersey, 2002


Warsaw, Poland, 2002


Jersey City, New Jersey, 2004



Andrzej Jerzy Lech
Krzysztof Jurecki

Urodzony w 1955 we Wrocławiu. W latach 1981-84 studiował na Wydziale Fotografii Artystycznej Konserwatorium Sztuki w Ostrawie (Czechy). Od 2000 roku członek ZPAF.

W 1983 roku wraz z Wojciechem Zawadzkim, Jerzym Olkiem i Bogdanem Konopką był jednym z twórców programu "fotografii elementarnej" propagowanego przez Galerię "Foto-Medium-Art" we Wrocławiu, z którą Lech był związany do 1987. W 1983 miała miejsce wystawa o postkonceptualnym charakterze 60 FURTEK. Program "fotografii elementarnej" wyrażała ekspozycja 30 FOTOGRAFII z 1984 roku. W 1986 roku otworzył we własnym mieszkaniu w Opolu prywatną galerię "5d/3". W 1987 roku poprzez Niemcy (Wuppertal) wyjechał do USA, gdzie od 1988 roku w Jersey City (stan New Jersey) prowadzi własną pracownię i galerię - On The Road Gallery. Lech aktualnie jest reprezentowany przez Graphistock Alternative Photography & Images (Nowy Jork, Londyn, Rzym, Frankfurt, Paryż). Mieszka i pracuje w Jersey City, New Jersey.

Od 1981 roku Lech jest twórcą kilku ważnych dla rozwoju najnowszej polskiej fotografii cykli (KALENDARZ SZWAJCARSKI, ROK 1912; AMSTERDAM, WARKA, KAZANŁYK...), wykonanych w małym formacie, często starymi aparatami. Mimo pewnej, zawartej w tytułach prac, sugestii artysta nigdy nie był w wymienionych miastach. W cyklu AMSTERDAM, WARKA, KAZANŁYK... dążył do zatarcia czasu i miejsca powstania zdjęć. Zwrócił uwagę na ważną dla fotografii możliwość istnienia danych sytuacji czy motywów w różnych miejscach świata i w różnym czasie (KALENDARZ SZWAJCARSKI, ROK 1912). Zdjęcia te nie pozbawione są delikatnego żartu. Już w tym czasie Lech cenił osiągnięcia amerykańskiej fotografii, głównie grupy "f 64", a także fotografii czechosłowackiej. Interesuje go, podobnie jak fotografów amerykańskich przede wszystkim z okresu klasycznego modernizmu, ciekawe kadrowanie i kompozycja oraz zagadkowość przedstawianej sytuacji, połączone z wizualnością motywu czyli ich fotograficzność.

Fotografie Lecha cechują charakterystyczne zbliżenia przedmiotów, malarskie pejzaże o symbolicznym znaczeniu i minimalistycznej formie. W poetycki, a nawet zagadkowy sposób, ukazuje głównie intymny świat swych przeżyć. Bardzo ważną rolę w powstaniu jego obrazów fotograficznych pełni światło. Stało się ono nostalgicznym, a nawet dramatycznym środkiem wyrazu, a także sposobem poszukiwania kategorii piękna o mistycznych podtekstach, co w latach 90. rozwinął w swym indywidualnym i niezależnym stylu Bogdan Konopka.

Lech w niezwykle poetycki sposób ukazuje swój wewnętrzny świat, choć czasami myląca może być forma przypominająca dziewiętnastowieczny dokument fotograficzny. Był najbardziej inspirującym fotografem w kręgu "fotografii elementarnej", oddziaływując m.in. na tzw. Szkołę jeleniogórską (np. Ewę Andrzejewską, Ninę Hobgarską). W latach 90. jego styl stał się bardziej dokumentalny, choć jednocześnie powstawały zdjęcia o malarskim (neopiktorialnym) charakterze, oparte wyłącznie na medium fotograficznym.

Prace w zbiorach: Muzeum Sztuki w Łodzi, Muzeum Narodowego we Wrocławiu, Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski w Warszawie, Galerii BWA w Jeleniej Górze, Galerii Sztuki w Legnicy, Galerii Wymiany w Łodzi.

Krzysztof Jurecki




Nieustająca wedrówka Andrzeja Jerzego Lecha
Ireneusz Zjeżdżałka

Przeglądając wielokrotnie pożółkłe fotografie z początków XX wieku nigdy nie potrafiłem okreslić ich niezwykłej mocy przykuwania mojej uwagi i jednocześnie nigdy nie potrafiłem pogodzić się z tym, że tamta fotografia odeszła nieomal na trwałe.

Andrzej Jerzy Lech to jeden z nielicznych (a może i ostatnich?) artystów, którzy przywracają wiarę w szczerość i autentyczność fotografii.  Nie chcąc się pogodzić z kierunkami, w których podążają ścieżki współczesnej fotografii, Lech świadomie wrócił w początkach lat 80. (XX wieku!) nieomal do samych korzeni.  Umożliwiła mu to nie tylko kamera "Super Ikonta" z 1934 roku na format 6x9 cm, ale przede wszystkim "fotograficzne myślenie" wyniesione z ostrawskiej pracowni Borka Sousedika, u którego studiował.

Powstający od ponad dwudziestu lat "Kalendarz szwajcarski, rok 1912" to zapis nieustającej wędrówki Andrzeja Jerzego Lecha.  Tyle, że nie jest to jedynie podróżowanie po Polsce, Niemczech czy Ameryce związane z pokonywaniem kolejnych odłegści, ale i swoista podróż w czasie.  Podróż w przeszłość pełna wspomnień, nostalgii i przeżytych kiedyś emocji skupionych teraz w prawdziwie miniaturowy format stykowych kopii, tonowanych w przywołujacym niezwykłe ciepłe wrażenia herbacianym barwniku.  Wszystko to sprawia, że identyfikujemy się z opowieściami, jakie Lech przedstawia w swoich fotografiach.  Powodują one, że odnajdujemy w nich karty naszego rodzinnego albumu, a jego nostalgie stają się naszymi.  Dodatkowo zdjęciom reprodukowanym w katalogach wystaw Lecha towarzyszą krótkie zapiski z "dzienników podróżnych" pisanych do Roberto Michaela, tłumacza z Paryża, bedące czymś w rodzaju dopowiedzenia tego, co nie zdołało się już "zmieścić" na fotografii, a może raczej czego fotografia wyrazić już nie sposób.  To notatki, które my też sporządzamy w myślach każdego dnia.  Tylko, że nam zazwyczaj brakuje odwagi by je zapisać.

Fotografie z "kalendarza" to głównie fragmenty pejzaży, elementy banalnej raczej rzeczywistości, czasem portrety, zawsze jednak zrobione w najbliższym otoczeniu.  Tym, które bezpośrednio sąsiaduje z naszym życiem.  Ale w tym wykonaniu zwykłość staje się niezwykła, nabiera bardzo metaforycznego charakteru, a czasem cech wręcz mistycznych.  Jednocześnie fotografie te pełne są niespotykanej swobody i spontaniczności potęgowanej jeszcze przez nieprzewidywalne "zacieki światła" pochodzące z dziurawego miecha.

Wszystko, co zawiera się w tych fotografiach pozostanie zawsze poza czasem i mimo swej współczesności jakoś do niej nie przystaje, a raczej współczesność z trudem stara się w niej odnaleść.  Dlatego Andrzej Jerzy Lech pozostanie dla mnie jednym z ostatnich wędrujacych fotografów z przelomu XX  i XX I wieku.

Ireneusz Zjeżdżałka, 16 listopada 2001 roku